poniedziałek, 30 lipca 2012

Lipowa Food-Street in Warsaw - in or out?


Biura turystyczne splajtują, a w Warszawie powstaje coraz więcej knajp w stylu alternatywnym. Jak wspominałem w pierwszym poście po długim powrocie oprócz mody bliski jest mi temat żywienia. Zastanawiałem się czy w ogóle poruszać tą kwestię tutaj, lecz po analizie komentarzy w internecie na temat knajp na ul. Lipowej, chciałbym zabrać w tej sprawie głos. Sam nie raz przeglądałem opinie na blogach dotyczące kawiarni, w której miałem przyjemność spędzić ostatni rok studiów, wydawane przez osoby, które moim zdaniem nie miały pojęcia o czym piszą. Jedna kobieta napisała : ''kajmak był za słodki'', a ja pytam "Serio?! A jaki ma być?". W świecie internetu pojawiło się mnóstwo 'znawców' w wielu dziedzinach, którzy mieszają się z celnymi opiniami i tymi, które są pr'owo ustawione. Podzielę się z Wami moimi odczuciami związanymi z tym miejscem.


Podejście 1. Pojechaliśmy sprawdzić nową knajpkę SAM. Na zewnątrz mini ogródek, w środku dwa stoliki zajęte. Usiedliśmy i dość szybko podeszła do nas miła kelnerka. Dziewczyny zamówiły po bajglu, a ja gnocchi z brokułami i gorgonzolą. Czas oczekiwania znośny. Moje danie smaczne, choć niedoprawione co mi zupełnie nie przeszkadzało, iż sam nie używam soli, o której braku wspomniały towarzyszki. Do picia lemoniada, cytrynada i zielony koktajl, do którego się przyczepię. Niestety był ciepły co przy panujących temperaturach koliduje z moją wizją, iż ten napój powinien być zimny. Obsługująca nas Pani przeprosiła i dorzuciła kilka kostek lodu (choć na zdrowy rozum powinno się go zblendować od nowa z tymi kostkami). Bajgle smakowały, a jedyne co przeszkadza to cena w granicach 16-18 zł, a nie tak jak można znaleźć na serwisie gastronauci w jednej z bardzo pozytywnych i długich opinii, iż koszt ich to 7-8zł. Kasia z Agatą kupiły jeszcze po słodkiej bułeczce 1zł co było smacznym zakończeniem naszej eskapady. 


Podejście 2. Byłem w centrum, telefon, ustawka i ląduje znowu na ul. Lipowej. Obok otwarte już Lody na patyku, lecz pokusa na coś słonego nie dała za wygraną. Tym razem ja zamówiłem sobie bajgla i koktajl, a Marcin gazpacho. Czas oczekiwania 25-30 minut. Pomijając fakt, iż kelnerka pomyliła koktajl i przyniosła inny, to smak zupy nie zdobył złotego medalu. Mój klasyczny bajgiel z łososiem i ogórkiem był smaczny. Poprosiłem by koktajl był zimny, co spotkało się z niezadowoloną miną kelnerki i tekstem "Zawsze robimy zimne." Niestety drugi raz, też nie był zimny. Choć zawsze jestem pogodnie nastawiony tym razem wyszedłem nie do końca zadowolony.


Podejście 3. Zajechaliśmy z przyszłym chirurgiem Antonim na obiad po jego siłowni. Lokal prawie pełny. Widzimy dwa wolne stoliki i jeden pozostawiony w nieładzie po poprzednich klientach, który nam się spodobał ze względu na wygodne fotele. Obsługi z 10 osób, niektóre zajęte pracą za barem, inne obserwujące kafelki na ścianach. Brak reakcji ze strony kelnerów zmusił mnie do poproszenia o ogarnięcie stolika. To jeszcze nic złego, choć wspomnę, iż wielu klientom jest głupio poprosić o taką prozaiczną sprawę. Kolejną sprawą były braki w menu. O cokolwiek się zapytaliśmy dostawaliśmy odpowiedź : "nie ma". Pytając o jogurt odtłuszczony kelner pokazał nam jakiego używają, a ja z wersji obiadowej postanowiłem zrobić śniadanie. Zamówiłem jajka po marokańsku na kromkach chleba z humusem. Danie smaczne, lecz zepsuły całe wrażenie wczorajszymi tostami pokrytymi białkiem. Do picia nic, ze względu na wcześniejsze wpadki.


Na temat SAM'u to koniec. Miejsce jest nowe, ma potencjał, tylko niech nie oszukuje klientów i zmieni swoje ceny. Okolica studencka, a ceny jak w knajpie na Chmielnej. W internecie jest mnóstwo opinii na temat tego lokalu. Te dobre (zapewne od znajomych) to dobra zagrywka pr'owa, te złe to wszyscy Ci, którzy zachęceni fanpage'em na facebook'u wyszli zniesmaczeni. Chciałbym napisać co radzę, aby poprawić tą sytuację, gdyż negatywnych komentarzy znalazłem więcej. Szkolenie pracowników, przeanalizowanie karty menu i skończenie tłumaczenia się z problemami z prądem. Życzę jak najlepiej, bo klimat tego miejsca przypomina mi lokale znane mi z nowojorskiego Bedford.


Podejść do tego lokalu było więcej niż 3. Za każdym razem nie było lodów ani kolejki takiej jak na zdjęciach. Ostatnio nie dałem za wygraną i postanowiłem, iż przeczekam na te 'zajebiste' lody. Czas oczekiwania ok. 4 godziny. Obsługa poinformowała nas o przybyciu lodów o godzinie 21. Toteż spędziliśmy czas ze znajomymi nad Wisłą. Gdy zbliżała się upragniona godzina, znowu zastaliśmy pustą ladę chłodniczą. Nie wspomnę o brudnych tackach, które mogły być umyte przez znudzone (informowaniem klientów o braku lodów) dziewczyny za barem. Chcąc spędzić miły wieczór postanowiliśmy wejść na górę, gdzie miła obsługa nalała nam prosecco z kija 5zł. Około godziny 22 doznaliśmy szoku gdyż z kuchni wyszła tacka lodów i czym prędzej popędziliśmy je zakupić. I co ? Jeden lód się rozpadł, drugi się rozpuścił po minucie, a trzeci został połknięty przez koleżankę w całości. Czy było warto tyle czekać? Nie. Z punktu widzenia żywieniowca lody z proszku nie były najlepsze, ze strony klienta duże wrażenie robią kształty lodów. Miejsce kultowe, lecz po co nazywać je Lodami na patyku, skoro nie są produkowane systematycznie. Znowu słyszę lub czytam o problemach z prądem czy chłodziarką i nie chce mi się nawet tego komentować. Kto nie był niech sprawdzi sam.

Tekst jest moją oceną i nie mam zamiaru nikomu szkodzić. Kibicuję nowym ciekawym miejscom, tylko nienawidzę wciskania kitu mi i innym konsumentom. Tak jak nie rozumiem do końca najnowszego teledysku Meli Koteluk, tak samo nie chcę, aby ktoś sprzedawał mi kłamstwa. Dzięki za wytrwałość jeśli ktoś przeczytał całą opinię :)


piątek, 27 lipca 2012

Instagram my drug

Kto by pomyślał, że robienie zdjęć telefonem stanie się tak modne jak dziś. Wszystko za sprawą aplikacji Instagram, która dla jednych jest świetną zabawą, dla innych wszechobecnym przekleństwem. Nikt już prawie nie pamięta o zdjęciach standardowo wydrukowanych na papierze fotograficznym, którymi nasi rodzice chwalili się na spotkaniach z przyjaciółmi. Dziś nasze wspomnienia są uwieczniane i zapamiętywane w pamięci cyfrowo-internetowej. Zasypujemy zdjęciami naszych znajomych na portalach społecznościowych chcąc się pochwalić tym co spotkało nas w ciągu dnia. Mobilny obiektyw obserwuje co jedliśmy, gdzie byliśmy i się bawiliśmy, jak się ubraliśmy, gdzie wypoczywamy bądź spędzamy godziny w pracy. Dzięki temu zyskujemy lub tracimy znajomych, którzy albo są ciekawscy (są naszymi stalkerami) bądź irytuje ich wynaturzenie w postaci fotograficznego ekshibicjonizmu.
Instagram mimo wszystko ma wielu fanów na całym świecie, w tym mnie. Na portalu społecznościowym Twitter codziennie możemy śledzić życie gwiazd, na stronach znajomych na Facebook'u uczestniczyć w ich życiu, a w aplikacji Instagram szukać pięknych ujęć amatorów. Jak moi znajomi wiedzą jestem uzależniony od tego rodzaju publikacji. Codziennie zasypuję ich zdjęciami, lecz nie robię tego dla 'like'ów', a dla uwiecznienia cudownych bądź przykrych sytuacji. Uzewnętrzniając się w tym tekście muszę dodać, iż mam krótką pamięć, a dzięki fotografiom mogę przypomnieć sobie co mnie spotkało. Z góry przepraszam wszystkich znajomych jeśli już mają dość sposobu mojego funkcjonowania w internecie. A tym, którzy mnie podglądają dziękuje za wytrwałość :) 


prezent od zushi point / bbq grill

szarlotka w pkp powiśle / jogurt w mg eat

projektant Tomasz Olejniczak / projektantka Monika Ptaszek i shwr Piotr Wojsznis

bloger Pat Chilewicz / blogerka Jess Mercedes


polskie osiedla / amerykański Times Square

ze znajomymi / z rodziną

na sportowo / na elegancko

na rowerze

z przesłaniem z ulicy

zdjęcia na fanpage Le petit cafe


Udanego weekendu !



wtorek, 24 lipca 2012

Victoria's Secret - first heaven for girls in Warsaw

Od dzisiaj oficjalnie możecie poczuć się wyjątkowo, a wszystko ze względu na otwarcie jednego z pierwszych sklepów Victoria's Secret w Polsce. W warszawskich Złotych Tarasach na niewielkiej powierzchni oferowane są kosmetyki, dodatki i mała część kolekcji bielizny. Cała linia ma zostać wprowadzona według zapewnień dystrybutora w najbliższym czasie. 


Pierwszy dzień to muzyka i atrakcje dla przybywający kobiet. Sklep zapewnił również coś co mogło połechtać ego niektóre panie mogąc sobie zrobić zdjęcie i zostać aniołkiem VS. 


Kiedyś udało mi się zobaczyć dokument o całej firmie, która została założona w 1977r w USA. Pomysłodawcą był Roy Raymond, który chciał aby jego żona miała piękną bieliznę, a nigdzie nie mógł jej znaleźć. Założenia były proste, piękne kobiety obsługujące mające za zadanie pomóc panom w doborze stroju dla wybranki. Tak też jest do dziś. Oprócz bielizny, można znaleźć balsamy do ciała, błyszczyki, perfumy, kosmetyczki i wiele innych dodatków. Głównymi obszarami kochającymi ten sklep jest Kanada i USA, lecz cały świat zna Victoria's Secret z ich pokazów mody. 


Pokazy mody VS to wielkie wydarzenie, na które wejście biją się miliony. Spektakularne, bezbłędne muzycznie z bajkowymi kreacjami. Na wybiegu w roli aniołków można podziwiać naszą Anje Rubik, Karoline Kurkovą, Mirande Kerr, Gisele Bundchen czy Alessandre Ambrosio czy Heidi Klum. 

sobota, 21 lipca 2012

Summer escape from Cracow

Korzystając z kilku dni wolnych postanowiłem odwiedzić starą stolicę Polski, Kraków. Uwielbiam to miasto, jej architekturę, mentalność ludzi, zapiekanki na Kazimierzu i spacery wzdłuż Wisły. Drugiego dnia mojego pobytu pojechaliśmy odwiedzić naszą koleżankę Alinę w Bogdanówce, miejscowości oddalonej od Krk o 30km. Razem z Zuzią postanowiliśmy wykorzystać plener i zrobić kilka zdjęć mojej stylizacji. Efekty możecie zobaczyć poniżej :) Jestem pod wielkim wrażeniem tego co wyszło! Dzięki Zu ! 











fot. Zuzanna Stachowicz

shirt - route 66
t-shirt - bdg
jeans - bdg
shoes - vans
cap - diamond
bag pack - herschel supply
watch - adidas


Ania



Zuzia, Alina i Ania przeglądają zdjęcia


aby przetrwać podróż coś do czytania


przyjazd!


wizyta w mao burger'ze


bbq burger - mniam


Ania za kierownicą jedzie 111 km


wybieramy zdjęcia :)


kus kus z grillowanymi warzywami i serkiem naturalnym 




czwartek, 19 lipca 2012

Girl with kitty cat - photos

Jak niektórzy kojarzą, dawno dawno temu w wolnych chwilach pstrykałem zdjęcia moim znajomym. Potem przyszedł czas separacji z aparatem i brak czasu oraz pomysłu na ciekawe ujęcia. W związku z zakończeniem egzaminów do uwiecznienia siebie po raz kolejny przekonała mnie Agnieszka. Zdjęcia są proste i mają pobudzić wyobraźnię :) Ujęć porobiliśmy wiele, ale ja zamieszczam tylko 3 zdjęcia wg mnie najlepsze. Czy mogłaby wystąpić w reklamie Victoria's Secret, który ma zamiar otworzyć swój sklep w Warszawie? To już musicie ocenić sami :) 


stylizacje : Spontan Team

Strój letni i wygodny :)



Podczas pstrykania podglądała nas kotka Lola :)




wtorek, 17 lipca 2012

I'm a Keeper

Dziś chciałem Wam pokazać jak prezentują się spodnie, których wybielanie pokazałem w poprzednim poście. Okazją do zdjęć było spotkanie z dobrą koleżanką, dietetyczką Martyną Smolińską, której porady możecie znaleźć na DIET24. Maszerując wzdłuż Wisły doszliśmy do Centrum Nauki Kopernika, które w okresie letnim kusi spacerowiczów leżakami, które stoją na zadbanym, zielonym trawniku. Jestem fanem t'shirtów z napisami, tak jak ten z AE, który widzicie na zdjęciach. Do tego szorty, wygodne, skórzane mokasyny i sportowy zegarek by nie spóźnić się na kolację ze znajomymi. Co do okularów, które wzbudziły zainteresowanie przechodniów to podobne w wersji damskiej mogliście zaobserwować u Margaret J :) 
Poniżej prezentuję kilka zdjęć Mery, która oprócz układania diet, robi świetne zdjęcia ! Dzięki !












t'shirt - AmericanEagle
shorts - AmericanEagle 
boxers - AmericanEagle
watch - casio G-Shock
shoes -Timberland
sunglasses - flea market









t'shirt - New Look
shorts - New Look
shoes - Vans
lil bag - Roxy
sunglasses- Ray-Ban

Chcąc się schłodzić odwiedziliśmy na Nowym Świecie lodziarnię Limoni, w której można znaleźć wiele nowych smaków. Mery skusiła się na gałkę lodów buraczanych, ja zaś na marchewkowe. 



Pycha!! :)