wtorek, 8 maja 2012

Fashion Week - my opinion

Nigdy nie ukrywałem, iż wyjazd na Fashion Week to dla mnie przede wszystkim spotkanie ze znajomymi,  nocne tańce oraz szukanie ciekawostek na rodzimym rynku mody. Z 36 pokazów zaserwowanych przez Fashionphilosophy udało mi się zobaczyć więcej niż połowę. Wyznaję zasadę, iż nie ma sensu oglądania czegoś co zupełnie mi nie pasuje, ani nie będę tego nosić, co odnosi się do mody damskiej. Wszystkie kolekcje zaprezentowane w Designer Avenue i na OFF'ach musieli zobaczyć Ci, którzy powinni (podkreślam powinni) zrobić z każdego pokazu relację i przynajmniej przez chwilę porozmawiać w press roomie z projektantem danej marki. A tam co? Przez większość czasu tylko blogerka lubiąca orzechy i odważne stylizacje (tak tak wiem, pisała relacje dla Elle), hostessa rozlewająca Carlo Rossi i parę zagubionych dusz, które czekały, aby złapać lampkę wina. Jeśli chodzi o gości całej imprezy to oczywiście nie śmiem nie wspomnieć o człowieku, który chodził w okularach ala Doda i miał torbę z naklejka "to nie Gucci". Chciał zaistnieć i mu sie to udało, ale pozostawił taki niesmak, który będzie tkwił we mnie dopóki nie zwymiotuje na czerwono. Ilość freaków na szczęście nie była tak znacząca jak blogerek/ow, którzy czasami swoimi stylizacjami zachwycali lub rozśmieszali. Nigdy nie uwierzę, iż to co zaprezentowali noszą standardowo na naszych ulicach. Dziwi mnie to zakłamanie i ta cala otoczka z pisaniem postów o przygotowywaniu setów na fashionweek'a. Jeśli ktoś ma ochotę sie przebierać, niech zasili jakiś upadający cyrk lub kiczowate przedstawienia teatralne. Podczas rozmowy na temat dziwnych jednostek ludzkich, z jedną z dziewczyn z recepcji dowiedziałem się, iż wiele osób ciężko kombinuje, aby dostać akredytacje, pokazać się, zrobić słit focię na ściance i choć przez chwilę poczuć na sobie wzrok Roberta Kupisza, bądź powąchać Mikołaja Komara.

Showroom zdecydowanie lepiej rozplanowany z wieloma ciekawymi stoiskami. Catering w 'restauracji' do bani, chyba, że ktoś lubi dostać zimne pierogi lub zupę przecier z zielonego groszku, który zupełnie nie miał smaku tego strączka. Zupełnie inaczej było z jedzeniem u Bogdana, który serwował proste dania jak tosty czy sałatkę własnego pomysłu. Strefa ze zdjęciami młodych fotografów niestety zawierała więcej powietrza niż zwiedzających, oprócz oczywiście prezentacji Maldarora, którego nie udało mi się, gdyż nie mam w zwyczaju przepychać się przez dziki tłum. Moją uwagę zwrócił jednak duży, wręcz ogromny srebrny plecak, z którym chętnie bym wybrał się na bezludną wyspę, jeśli tylko byłby wypełniony słodyczami.          

Atmosfera całej imprezy pozostawiła jednak pozytywne emocje. Wielkie brawa należą się wolontariuszom i produkcji, która zadbała o poziom wydarzenia i dobre nastroje gości. Po wszystkim zostaje całkiem miłe wspomnienie dzięki poznanym podczas tej edycji ludzi, których chętnie bym zaprosił na obiad do domu.
Czy któryś z projektantów specjalnie się wyróżnił? Nie odczułem tego. Napewno długo przed oczami będę widział sylwetki z pokazu Joanny Startek ze świetnymi płaszczami, chętnie bym nosił Drzała czy Ptaszka, a w Nenukko wyskoczył na piwo po ciężkim dniu.


Na koniec przytoczę słowa, które powinni sobie wziąć do serca miłośnicy mody i nie tylko:

Sławek Blaszewski, stylista: "To na prawdę ważne, żeby o modzie mówili i pisali profesjonaliści, żeby w pierwszych rzędach siedziały autorytety, takie jak Joanna Bojańczyk, Hanna Gajos, Dorota Maj, bo to krok w kierunku budowy platformy do krytyki i fachowych komentarzy, a nie pustego schlebiania..." 


 Madox

 Torcik urodzinowy Polci

 Play Dirty

 Polcia, Tomasz



 Anka

 Sabina, Paweł

 Madox w t'shircie ReBell

 Jess

 Sabina z torebką od Domi Grzybek

 zespół Dziewczyny

 Polcia, Madox

Dominika

3 komentarze:

  1. Mam bardzo podobne odczucia co do Fashion Weeku. Byłam na prawie wszystkich pokazach i nic mnie specjalnie nie zachwyciło w przeciwieństwie do poprzedniej edycji. Rozczarowałam się...ludźmi bo tylko z kilkoma dało się poprowadzić na prawdę interesujące rozmowy :( natomiast obsługa, wolontariat - szacun! jest chyba coraz lepiej :)
    świetne zdjęcia, jesteś po prostu boski :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. "Podczas rozmowy na temat dziwnych jednostek ludzkich, z jedną z dziewczyn z recepcji dowiedziałem się, iż wiele osób ciężko kombinuje, aby dostać akredytacje, pokazać się, zrobić słit focię na ściance i choć przez chwilę poczuć na sobie wzrok Roberta Kupisza, bądź powąchać Mikołaja Komara." - BEST EVER ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. jako wolontariusz wielkie "dziekuje" za mile slowa:)
    poza tym chyba najprawdziwszy tekst o FW jaki spotkalam!

    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń