Ostatni dzień w Łodzi podczas FashionPhilisophy zleciał niesamowicie szybko. Pokazy nie zachwyciły, lecz jest jeden któremu stawiam 5. Mowa o Pitchouguina, której nazwy do tej pory nie potrafię poprawnie przeczytać. Piękne tkaniny, kolorystyka i print ze zdjęciami po prostu - boskie. W następnej notce opiszę o swoich odczuciach względem całej imprezy, więc czekajcie :)